| kisses-and-hugsblog - archiwum: Radości i smutki |
|
strona główna 2012-01-12 13:31:15 Radości i smutkiGdyby mi ktoś wcześniej powiedział, że wychowanie malucha to taka ciężka robota... Hmm pewnie bym nie uwierzyła i tak zrobiła swoje. A każdy, kto przez to przeszedł wie jak jest czasami mrocznie i ciężko. Zdarzało mi się być tak złą na Kalinę, że w niemocy przeklęłam, rzuciłam krzesełkiem (bez Kaliny w krzesełku oczywiście), popłakałam się, albo pozwoliłam jej płakać bo wiedziałam, że nie jestem w stanie spojrzeć jej spokojnie w oczy bez złości. W najgorszym przypadku ścisnęłam jej pośladki - nic nie poczuła bo była opatulona pieluchą i dwoma warstwami ubranek. Pewnie jestem głównie zła na siebie bo myślałam, że mam więcej cierpliwości. Nie ma absolutnie żadnej szkoły, która przygotowuje na wychowywanie niemowlaka. Brak snu i całkowite wyrzeczenie się własnych zainteresowań jest czasami nie do zniesienia. Mój szal na szydełku na przykład robiłam wtedy gdy gdzieś jechaliśmy bo Kalina wteyd spała z tyłu, a ja mogłam rządek albo dwa zrobić. Pogoda ostatnio nie pomaga bo mży i wyjścia są niemal niemożliwe. Dla mnie to oznacza, że Kalina nie śpi. Dlatego jestem w bardzo dobrym humorze dziś bo Kalina śpi we własnym łóżeczku! Wprawdzie uśpiłam ją przy pieresi bo inaczej nie mam siły ale śpi ja się cieszę. Podobnie usypiamy ją wieczorem. Simon ją kąpie, a potem ja ją karmię, a Simon czyta. Na razie Kalina nie rozumie tego czytania więc nie ma znaczenia co czytamy. Dzięki temu ja nadrabiam zaległości tutaj bo Simon czyta czasami moje książki :-) Niedługo Kalina skończy sześć miesięcy i mam nadzieję, że już będzie coraz lepiej. Już jest coraz lepiej, ale my jesteśmy zbyt blisko, żeby to zauważyć. Ah, no i zaparliśmy się na teściów. Ponieważ ani razu nie zaoferowali, że posiedzą z nią przez pół godziny, żebyśmy mogli odetchnąć postanowiliśmy, że ich nigdy nie poprosimy o zajmowanie się Kaliną. Jacyś dziwni są czasami ci moi teściowie. Nie wiem czy to jakaś zwariowana angielska dyplomacja czy co, ale ani razu na przykład nie przywitali nas z okrzykiem: Kalinka, chodź do babci, niech no cię uściskam. Raz tylko teściowa gdy chciała wziąć Kalinę na ręce zapytała przez Kalinę: Jak myślisz pozwoli nam mama Cię wziąć na ręce? Miałam ochotę krzyknąć: "Oj, ja tu jestem!". I wiem, że to nie jest typowo angielskie bo znajomi w pracy sami do mnie podchodzą i chcą brać Kalinę na ręce. Najnormalniej w świecie pytają czy mogą, a ja im Kalinę daję. Eh.... A skoro o pracy mowa to moja szefowa odeszła do innej firmy, przez co mi odechciało się wracać. Ona jest bardzo super szefem i rozsądnym człowiekiem. Takie życie. skomentuj (3) |