strona główna


2011-08-11 18:06:15

Jeden z dłuższych tygodni w moim życiu


Nie pisałam przez jakiś czas bo najpierw człowiek się uczył nowego życia z Kruszynka, a potem dopadło mnie jakieś straszne choróbsko. Temperatura trzymała na poziomie 40 i więcej stopni. Paracetamol nie pomagał. Poszłam do lekarza, a ten dał antybiotyki, przy których nie mogłam karmić piersią. Męczyłam się z karmieniem z butelki i próbowałam odciągać mleko. Maszynka, którą mieliśmy okzała się totalnym śmieciem, a odciąganie ręczne to katorga.
Po pięciu dniach takiej męczarni, wcale nie było mi lepiej i lekarz dał mi skierowanie do szpitala. Tam porobili całą masę badań i, kiedy już miałam wychodzić z prostym zapaleniem układu moczowego okazało się, że coś zaatakowało moją wątrobę. Ezym, który jest produkowany przez wątrobę i normalnie nie powinien przekraczać poziomu 40, u mnie osiągnął ponad 2600. Czyli norma została daleko w tyle. Decyzja postanowiona: zostaję w szpitalu. Powiedziałam, że muszę być z Kaliną bo Simon idzie do pracy i nikt inny się nie zajmię Skwronkiem. Długich kilka godzin czekaliśmy, aż znaleźli mi łóżko na oddziale położniczym. Trochę jak powrót do miejsca sprzed 2 tygodni.
W szpitalu zostałyśmy w końcu przez tydzień. Pod koniec już płakałam, że chcę iść do domu bo na małym łóżku z Kaliną bywało różnie, ona nigdzie nie mogła wyjść bo miała specjalny tag na nóżce, żeby jej nikt nie ukradł. Nie mogłam jej wziąć na spacer dalej niż drzwi oddziału.
Wątroba się na szczęście pozbierała, ale ja muszę cały czas dużo pić i chodzić na badania krwi bo nerki muszą wyczyścić bałagan po całym zamieszaniu. Było strasznie i mam nadzieję, że się więcej nie powtórzy. Lekarze cały czas czekają na wszystkie wyniki, żeby mieć pewność co to było. Jest kilka wersji: wirus, bakteria, szczury i najlepsza, która mówi, że ze względu na mój wiek mój organizm trochę oszalał po porodzie i system ochronny niejako zaatakowal sam siebie.
Dobrze być znowu w domu. Ja znowu karmię piersią i nadrabiam straty. Kalina straciła na wadze więc jest dużo do nadrobienia.
skomentuj (2)